czwartek, 14 kwietnia 2011

on the edge of the earth

Love is like a drug. At the beginning you feel euphoric, give up completely new feeling. And the next day you want more. And although not yet fell into a habit, it already felt its taste and believe that you can dominate it. Thinking about a loved one to two minutes, and forget about it for three hours. But slowly getting used to it and become totally dependent. Then you think about it three hours, you forget for two minutes. When she is not around - you feel the same as addicts, when they can not get the drug. They steal and humiliate in at all costs to get what they lack so much. And you're ready for anything to get love.


Ja chyba jestem śmiesznie niedopasowana do całości. Gdzie bym starała się "dostać", że tak to ujmę. W jakimkolwiek towarzystwie nie spróbuję, to jestem albo za grzeczna i znam za mało przekleństw, bądź też moja figura jest nieodpowiednia, i za mało nakładam tuszu na rzęsy, a w innym przypadku mam za sobą za dużo chłopaków i za bardzo lubię, gdy ktoś mi się podoba. Stworzę własną subkulturę zwaną "Aleksandryjska" i zbuduję miasto z ciasta. I malin. I bitej śmietany i jogutru straciatella. I zjem Ci mamę. I mój dom będzie miał numer osiem, a policja będzie latała na nietoperzach.
Chcę być dzieckiem. Chcę znów móc bawić się lalkami i skakać na skakance na chodzniku pod moją klatką. Chcę, by chłopacy podrywali dziewczyny sypiąc im piaskiem w oczy. I chcę, by świat był prosty. Życzę sobie pokoju, jak wszystkie anorektyczne miss. I jak kiedyś, mogłabym codziennie kilkakrotnie przybiegac do mojej mamy i prosić "Dasz na loda?" i nie mieć głupawych skojarzeń.
Tak będzie wylglądał świat, gdy ja go stworzę od nowa. Pf, tylko kto pozwoli mi go stworzyć na nowo?
Bóg chyba sobie nie radzi. Jest za dużo nieszczęść. Wojna za wojną goni biedne dzieci, któe zostają bez domów i rodzin. Bezdomni ludzie umierają na ulicach, które przeważnie wcześniej je wychowały. Ja tam się im nie dziwię, że są alkoholikami i tylko na to wydają pieniądze. Tak właśnie wygląda żeczywistość. Ty, gdybyś wylądował na ulicy i ludzie zaczęliby cię postrzegać, jako tego gorszego, też zacząłbyś pić utwierdzony w ich opini. Kazżdy z nas przeżyje kiedyś małą tragedię, którą zostawi w domu, zamknie na klucz i nikt się nie dowie o co tak naprawdę poszło. Ich tragedia jest żywa. Mówią o niej ludzie normalni i Ci z wyższej półki supermarketu. Co roku telewizja podaje ile to osób umarło z zamarznięcia zimą, a wiosną w powodziach. Bóg powoli przestaje byc dla nas łaskawy, więc zadbajmy i o nas samych i o tych, którzy wykraczają poza nasze osiedle, miasto czy zasięg wzroku. Zaiteresujmy się świtem, bo to nie Marsjanie zniszczą go, a my sami. Powoli go rujnujemy i powinniśmy w końcu to dostrzec.

It's the moment of truth, and the moment to lie,
The moment to live and the moment to die,
The moment to fight, the moment to fight
To fight, to fight, to fight!

To the right, To the left
We will fight to the death!
To the edge of the earth
It's a brave new world
From the last to the first

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. i zapomniałam skopiować tego co napisałam. cholera no.
    nieważne. będąc dziećmi było by nam łatwiej, nie mielibyśmy problemów, zmartwień ale też nie moglibyśmy decydować o sobie.
    nie zmienimy świata, nie stowrzymy nowego. musimy żyć w tym, który przepelniony jest strachem, cierpieniem, bólem i śmiercią. doszukujemy się wielu praw, ale to nie ma sensu, bo sami jesteśmy zakłamani. jesteśmy ślepi i nie widzimy tego co dzieje się na świecie. nie chcemy widzieć, bo tak łatwiej.

    +podoba mi się Twój blog:)

    OdpowiedzUsuń