poniedziałek, 20 września 2010

Kawa musi być...






















Jestem okrutnie chora. Weekend przyjemnie spędzony z Werć <3 *mocno,mocno kocha* a jak wróciłam do domku, to miałam gorączkę *syndrom poinprezowy wolności chaty na noc*. Leżę teraz w domciu, maltretując aparacik. Pewnie czuje się zmolestowany w okolicach spustu i obiektywu. No trudno. *macu, macu, macu, mac.* Nie mogłam pójść do szkoły do mojego chłopaka *pedobear* z czwartej klasy, który obsesyjnie puszcza mi oczka i buziaki. Powiedział mi, że mnie kocha *łipłipłip*.
Bardzo intensywnie się zastanawiam, co będzie dalej. Tak przyspieszyć czas, o kilka dni... ciekawe co by się zmieniło. Chociaż nie wiem już w co wierzyć z tego wszystkiego. Ogólne bagno, syf, gorzej niż u Shreka. Nie tylko ty musisz poukładać sobie niektóre sprawy w życiu. Ja mówię tylko, że nie będę czekać miesiącami, aż się odezwiesz. Serio byłoby fajnie... No ale wiesz, byłoby . : )
 Z pozdrowieniami, dla Elizki, która może jutro do mnie przyjdzie, dla Sandiś, która ma załamki, dla Kacypra {;*} , który zawsze poprawi mi humorek, dla moich boczków i za grubych ud, dla mojego bolącego żołądka, dla ludzi, którzy zawsze mnie rozumieją, dla Wery, którą kocham, i dla A. {?} który nie wie czego chce...
Peace ludzie <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz